Rozdział 1. "Jakiś dziwny gościu podchodzi do mojego auta. Stary z
brodą,ubrany w strój supermana i krzyczy :" Zaczęło się! Zaczęło! Masz
chłopcze uratuj naszą planetę,bo ja muszę do kibelka""
Promienie słoneczne przedostały się do mojego pokoju przez niezasłonięte okno. A miałam wczoraj to zrobić. Głupia ja,wierząca głupiej prognozie pogody. Przecież to jest Londyn,w tej części świata pogoda ciągle się zmienia. I dzisiaj postanowiła zaszczycić nas swoją przyjemniejszą stroną. Zwlekłam się z łóżka. Wyglądało to tak,że "stoczyłam się" na samą krawędź,a później delikatnie opadłam na ziemie,z której wstałam. Wiem,jakiś dziwny sposób,ale tak już mam. Cicho zeszłam po schodach,nie chcąc nikogo obudzić,ale ku mojemu zaskoczeniu,w kuchni już krzątał się Niall. Blondyn o niebieskich oczach,mój przyjaciel od czasu przyjazdu do stolicy. Ubrany,jak zwykle z rana,tylko w bokserki. Nie krępowaliśmy się chodzić "pół nago" przed sobą,więc byłam przyzwyczajona do takiego widoku. Sama nie miałam nie wiadomo ile warstw na sobie. Tylko przydużą koszulkę i majtki,żeby było jak najwygodniej.
- Lou jeszcze nie wstał? - spytałam,na co chłopak odwrócił się w moją stronę,a potem odpowiedział:
- Nie, jeszcze nie - uśmiechnęłam się ... nie wiem jak to określić,może szyderczo? Mniejsza z tym. Blondyn westchnął wiedząc co mam na myśli,a potem wrócił do wcześniej przerwanego zajęcia. Odwróciłam się na pięcie i skierowałam się ku wyjściu z kuchni. Natknęłam się na Louis'a,który tak samo jak Niall miał na sobie tylko bokserki.
- Dlaczego nie mogłeś pospać jeszcze pięciu minut? Pięć minut. Czy proszę o tak wiele? Nie dałeś mi się brutalnie obudzić
- No widzisz blondyneczko,przejrzałem cię - wyszczerzył się w uśmiechu
- Tak,oczywiście - powiedziałam ironicznie,po czym usiadłam zza blatem,brunet usiadł na przeciwko mnie. Chwila,jakie ja mam dzisiaj zajęcia? Dzisiaj mamy wtorek. Więc,spojrzę do planu.No co? Studiuje dopiero jakiś tydzień i nie mam jeszcze całego planu zajęć w głowie.
- To dzisiaj jajka,tak? - zapytał Lou. Nie zwracając tego pytania do nikogo szczególnego
- Jakie jajka? Dzisiaj jemy tosty - i tak zaczął się nasz codzienny rytuał. O żarcie. O to co zjemy na śniadanie.
- Jajka
- Tosty - i tak w kółko do póki Niall tego nie przerwał
- Jak ja z wami wytrzymuję. Jak nie jakieś ganianie się po domu,po brutalnym obudzeniu to kłótnia o żarcie. Dom wariatów
- Za to nas kochasz - uśmiechnęłam się w jego kierunku,a on położył przede mną talerz z tostami.
- Ha! Wygrałam! - krzyknęłam i odtańczyłam jakiś dziwny taniec zwycięstwa
- Jak zwykle blondyni się zmówili - mruknął Lou i zaczął wcinać swoje śniadanie. Ostatnio zaczął używać tego argumentu.Teraz przyszła pora na opowiadanie snów. Kolejny rytuał w naszej "rodzince". Jak zwykle mi nic ciekawego się nie śniło albo nie pamiętałam snu. Nie rozumiałam dlaczego jedni pamiętają,a inny nie. Zagadka nie do rozwiązania. Niall'owi śniło się,że występował na wielkiej scenie dla wielkiej publiki. Już kilka razy miał ten sen. Jak dla mnie to jakiś znak. No,ale faceci,uważający się za najmądrzejszych sądzą,że nie ma w tym żadnego głębszego sensu. Głębszego sensu to nie mają sny Lou,czasami naprawdę ciężko jest się połapać
- Więc tak - odkaszlnął kilka razy,jak to miał w zwyczaju i zaczął swą opowieść - Jadę sobie w sportowym,czerwonym aucie. Muza na full. Wszyscy się za mną oglądają. Dziewczyny wzdychają,bo uśmiecham się do nich uwodzicielsko i nagle na drogę wyskakuje zmutowana wiewiórka . Ale na serio,taaka wielka - pokazuje ręką,aby nam uświadomić jak wielka była zmutowana wiewióra. Nie to,żeby coś,ale komu normalnemu śnią się wiewiórki? - Jakiś dziwny gościu podchodzi do mojego auta. Stary z brodą,ubrany w strój supermana i krzyczy :" Zaczęło się! Zaczęło! Masz chłopcze uratuj naszą planetę,bo ja muszę do kibelka",po czym ucieka. Jakoś udaje mi się włączyć to ustrojstwo,które jest wielkim pistoletem,no i strzelam w tą wiewiórkę. A o na nic. No to drugi raz strzelam,a ona wtedy śpiewa: "Come on Barbie, let's go party! I'm a Barbie girl in a Barbie world .Life in plastic, it's fantastic!"i znika,a mój sen się kończy. Jak myślicie co to może oznaczać?
- Dwie rzeczy. Albo,że jesteś totalnym idiotą,albo musisz udać się do psychologa - kiwam głową na potwierdzenie słów Niall'a - A teraz ja lecę do pracy - mówiąc to wstał od stołka i wyszedł z kuchni
- Na serio jestem idiotą?
- Yyyy ... będę szczera,czasami odnoszę takie wrażenie - przyjaciel strzela "focha",a ja wzruszam ramionami i wychodzę z pomieszczenia,aby przyszykować się na dzień pełen nauki.
Wszystko jest,więc chyba jestem gotowa do wyjścia. Cieszę się,bo dzisiaj mamy zajęcia praktyczne z fotografii i można się trochę oderwać od nudnych zajęć na uczelni. Nie to,żebym nie lubiła moich zajęć. Po prostu czasami lubię oderwać się od rzeczywistości. Rodzice nie byli zbyt zadowolenie z wybranych przeze mnie kierunków. Woleliby,abym wybrała marketing,prawo,albo coś związanego z modą. Ale uznali,że to moje życie i ja sama zadecyduje czym będę się zajmować w przyszłości. Oni tylko za to zapłacą. Jak zwykle zamiast prosto na uczelnie skierowałam się do MilkShakeCity. Właścicielką była mama Louis'a przez co zawsze byliśmy tam ciepło przyjmowani. Właśnie tam pracował Niall. Ładna pogoda nie opuściła jeszcze Londynu. Co sprawiało,że dzień stawał się lepszy. Wchodząc do lokalu "uderzył" mnie intensywny zapach. Dosłownie wielki miks wszystkiego. Czekolada,wanilia,owoce. A to tylko niektóre z nich. Tu zawsze tak pachniało. Z głośników dało się dosłyszeć ciche dźwięki muzyki. Ale i tak,żeby usłyszeć coś dokładnie trzeba by było usiąść bliżej lady,bo gwar rozmów uniemożliwiał dobre usłyszenie wszystkich dźwięków. W dość dużym pomieszczeniu nie było za wiele miejsca,aby usiąść. Mimo wczesnej pory studenci już tu przesiadywali. Lokal znajdował się,praktycznie rzecz ujmując,przy samym kampusie. Pani Tomlinson ma łeb do interesów. Za ladą stał uśmiechnięty od ucha do ucha Niall i gawędził z Louis'em.Podeszłam do nich.
- Witajcie piękne dziewoje - przywitałam się,na co odpowiedzieli z uśmiechem
- Witaj zacny rycerzu
- Czy wam się,aby coś nie pomyliło? - spytała mama Lou,która stała obok nas. Nawet jej nie zauważyłam. Włosy upięte w kok,ubrana w fartuszek z logo firmy. Jak zawsze uśmiechnięta i pełna energii.
- Dzień dobry pani. I raczej nic się nam nie pomyliło,no zobaczy pani czy ich można nazwać rycerzami?
- Chyba masz racje Cassie. A teraz was przepraszam muszę obsłużyć klientów - wskazała ręką kasę,przy której zebrała się sporo grupka. Zostaliśmy sami.
- Co powiesz na mały zakładzik? - uniosłam brwi ku górze,czekając aż opowie mi o swoim pomyśle. - Kto pierwszy zdobędzie numer od płci przeciwnej.
- Zgoda. A o co?
- O koktajl. Niall wchodzisz?
- Ja pracuje - to była tylko wymówka.Blondyn nie lubił tak jak my bawić się w "podrywaczy",był nieśmiały.
- To chociaż przetnij - uścisnęłam dłoń bruneta,a chłopak przeciął. Wybraliśmy osoby. Louis'owi przypadła ładna szatynka,siedziała sama i przeglądała coś w laptopie. Uznałam,że nieźle wybrałam. Za to Lou się nie popisał. Wybrał dla mnie chłopaka ze studenckiej drużyny piłki nożnej. Siedział z jakimś kumplem. Łatwizna. Zaczęło się. W tym samym czasie ruszyliśmy do stolików przy,którym siedziały nasze "cele",że się tak wyrażę. Czasami bycie blondynką pomagało. Chłopcy "brali cię za łatwy cel", No,bo wiecie"pusta blondynka",a jeżeli dowiadywali się jeszcze,że moi rodzice mają dość kasy,to wtedy już w ogóle wydawało im się to oczywiste. Ludzie są czasami tacy głupi. Ja teraz,można powiedzieć też będę zachowywała się głupio,ale muszę pokonać przyjaciela. Podeszłam do stolika pewnym krokiem,obydwoje podnieśli wzrok,gdy się do nich odezwałam
- Cześć chłopaki,jestem Cassie,mogę się dosiąść?
- Tak jasne,siadaj - jeden z nich,właśnie ten od którego miałam zdobyć numer zrobił mi miejsce. Usiadłam obok niego - Jestem Adam,a to Robert
- Trenujecie?
- Codziennie. Może wpadłabyś na jakiś nasz mecz?
- To świetny pomysł! - podniosłam trochę głos - to może dałbyś mi swój numer,wtedy moglibyśmy się skontaktować co do meczu albo kolejnego spotkania - uśmiechnęłam się słodko i już wiedziałam,że jestem na wygranej pozycji. Podał mi swój numer,a ja odeszłam od stołu,oglądając się za siebie w połowie drogi i machając im. Usłyszałam tylko za sobą:
- Stary,niezła laska. Ty to masz szczęście
- Łatwo pójdzie - achh,typowi faceci. Gdy siadałam na krześle Lou jeszcze nie było. Poczekałam kilka minut zanim się pojawił
- Matko,co tak długo? Myślałam,że jajo zniosę
- Jak ty to robisz?
- Umiejętności wrodzone plus kolor włosów - uśmiechnęłam się
Przeglądałam zdjęcia,siedząc na parapecie gdy ktoś stanął przede mną.
- To nie jest dla ciebie za skomplikowane ślicznotko? - świetnie znowu jakiś facet,który myśli,że jestem głupia
- No wiesz,przeglądanie zdjęć nie jest skomplikowanym zajęciem. Myślę,że nawet ty byś sobie poradził,chociaż kto wie - odpowiedziałam,nawet na niego nie patrząc.
- Nie zaszczycisz mnie nawet spojrzeniem?
- Mogę cię zaszczycić kopniakiem w czułe miejsce jeśli zechcesz. Po promocji,jedynie jeden funt. - nie ruszał się z miejsca,wiedziałam to,bo słyszałam jego oddech i zasłaniał światło z wnętrza korytarza.Westchnęłam i zeszłam z parapetu. - Sam tego chciałeś,niech stracę. Będzie za darmo,poznaj moją dobroć - zamierzyłam się nogą,ale zrobiłam to tylko tak,aby wyglądało,że chce go uderzyć. Wiedziałam,że się odsunie. Tak też zrobił. Wtedy na niego spojrzałam. Nieźle zbudowany Mulat,ciemne włosy,czekoladowe oczy. Gdyby nie był tak natarczywy,irytujący no to może zwróciłabym na niego uwagę,ale stracił swoją szansę - No masz nie spodziewałabym się tego - powiedziałam ironicznie. Uniósł brwi ku górze
- Słyszałem,że jesteś inna - czyli zna tych koleżków z którymi gadałam rano. Wyjaśnia jakąś tam część jego zachowania
- Źle słyszałeś - powiedziałam i odeszłam machając ręką do tyłu.
Pędziłam za moimi przyjaciółmi na zajęcia muzyczne. Mieliśmy zrobić zdjęcia związane z zainteresowaniami,więc wypadło na chłopaków. Interesowali się muzyką. Jak dla mnie świetnie śpiewali,a do tego Niall grał na gitarze. Próbował nauczyć mnie kiedyś grać,ale skończyło się to wygłupami,bo przyszedł Louis i wszystko rozwalił,mówiąc delikatnie. Musiało to śmiesznie wyglądać. Louis biegnący na przodzie ze swoim "mini plecaczkiem",no bo on gdzieś musi chować swoje marchewki,również w wersji mini. Niall z gitarą na plecach i na końcu ja z torbą i aparatem zawieszonym na szyi. Wpadliśmy jak burza do sali muzycznej,wszystkie spojrzenia skierowały się w naszą stronę.
- Tomlinson,Horan spóźnieni.
- To wszystko przez nią! - Tommo wskazał mnie palcem,a ja podniosłam ręce w geście niewinności - musiała pić ten swój koktajl nie wiadomo jak długo
- Oj nie przesadzaj. To ty musiałeś ponazywać i zrobić rejestr marchewkowy - po sali rozniósł się śmiech. Brunet chciał już coś powiedzieć,ale szybsza była pani Finnis,nauczycielka gry,śpiewu
- No dobrze,już dość. Panno Williams,mogę wiedzieć co pani tu robi?
- Ależ oczywiście,mamy zadanie do wykonania i chciałabym porobić kilka zdjęć
- No dobrze niech będzie,tylko nie przeszkadzaj w zajęciach
- Tak jest - lubiłam panią Finnis,miała okoły trzydziestu lat i była singielką. Zawsze pozwalała mi siedzieć na jej zajęciach,gdy miałam taką ochotę.
- No to kto chciałby zacząć?
- Niall ma świetną piosenkę - wyrwało mi się za nim zdążyłam pomyśleć. Louis posłał mi spojrzenie typu " coś ty narobiła?"
- Ja nie mam żadnej piosenki Cass,o czym ty mówisz? - odpowiedział chłopak,jak zaczęłam to muszę skończyć. Nie ma zmiłuj
- Nie gadaj głupot. Masz świetna piosenkę przecież słyszałam,oboje słyszeliśmy - wskazałam palcem Lou,który posłał mi kolejne spojrzenie tym razem o przesłaniu:"zabije cię"
- Przecież ja ... podsłuchiwaliście pod moimi drzwiami?! - krzyknął blondyn. Nie śpiewał nigdy własnych piosenek przed nami. Tylko u siebie w pokoju. Zawsze go podsłuchiwaliśmy,a teraz nas wydałam. Drzwi otworzyły się szeroko i do sali wpadła dziewczyna w ciemnych,długich włosach. Nie dostrzegłam jej twarzy,włosy ją zasłaniały. Nie przypominałam sobie bym ją kiedyś tu widziała,ale miałam wrażenie,że skądś ją kojarzę
- Miło,że zaszczyciła nas pani swoją obecnością,panno Collins
_____________________________
I jest jedyneczka. Mam nadzieje,że się wam podoba,bo mi tak średnio. Ale najważniejsze jest wasze zdanie.
Co by tu napisać,sama nie wiem. Może jaka długość rozdziałów wam odpowiada. Takie? Dłuższe? Krótsze?
I jak tam w szkole? Jest pierwsza pała? U mnie jeszcze nie,ale jest za to dwója z fizyki i pierwsza szóstka,że się tak pochwalę, z polaka,z rozprawki. W szoku byłam,normalnie O.o





